Między tradycją a zobowiązaniem. Wprowadzenie do systemu funkcji xukurikate

Moni­ka Perun
rece­ived: 21.05.2018 | publi­shed onli­ne: 14.08.2019
Link skró­co­ny: http://tiny.cc/dfu6az

W trak­cie każ­de­go z poby­tów wśród gru­py etnicz­nej Wixári­ka [1] ze wspól­no­ty (comu­ni­dad) San Andrès Coha­mia­ta wie­lo­krot­nie wyła­niał się wątek funk­cji car­go [2] . W szcze­gól­no­ści zasta­na­wia­ją­ca była kore­la­cja mię­dzy roz­po­zna­niem przy­czy­ny fak­tycz­nej lub poten­cjal­nej cho­ro­by a otrzy­ma­niem car­go. Jeden z infor­ma­to­rów w jed­nym wywia­dzie wyznał mi, że stwier­dzo­no u nie­go cukrzy­cę, mają­cą według nie­go zwią­zek odmo­wą przy­ję­cia jed­nej z naj­waż­niej­szych funk­cji xuku­ri­ka­te, któ­ra zosta­ła mu przy­dzie­lo­na i któ­rą miał­by pia­sto­wać w nad­cho­dzą­cym pię­cio­let­nim cyklu w jed­nym z tuki­te [3] – ośrod­ku cere­mo­nial­nym comu­ni­dad San Andrès Coha­mia­ta. Infor­ma­tor, chcąc zary­so­wać kon­tekst wyda­rzeń i wska­zać przy­czy­ny cho­ro­by, odwo­ły­wał się do zna­cze­nia tra­dy­cji (costum­bre [4]), zobo­wią­za­nia (com­pro­mi­so) oraz cho­ro­by będą­cej kon­se­kwen­cją nie­wy­peł­nie­nia zobo­wią­za­nia bądź zna­kiem odwo­łu­ją­cym się do koniecz­no­ści jego wypeł­nie­nia. Inny­mi sło­wy – przy­ję­cia na sie­bie car­go, pod­ję­cia się misji powie­rzo­nej przez spo­łecz­ność.

Temat car­go jest klu­czo­wy dla zro­zu­mie­nia pew­nych zależ­no­ści mię­dzy kon­tek­stem kul­tu­ro­wym, stra­ty­fi­ka­cją spo­łecz­ną, podzia­łem wła­dzy a inter­pre­ta­cją przy­czyn nie­któ­rych cho­rób wśród Wixa­ri­ta­ri. Bada­nia z zakre­su psy­cho­lo­gii trans­kul­tu­ro­wej coraz sil­niej kła­dą nacisk na koniecz­ność uwzględ­nie­nia kon­tek­stu spo­łecz­ne­go i uwa­run­ko­wań kul­tu­ro­wych, któ­rych pomi­nię­cie impli­ku­je powierz­chow­ną inter­pre­ta­cję zacho­wań i moty­wa­cji jed­no­stek, a klu­czo­wą kwe­stią jest dostrze­że­nie i zro­zu­mie­nie wystę­pu­ją­cych mię­dzy nimi zależ­no­ści.

Inten­cją niniej­sze­go arty­ku­łu jest przy­bli­że­nie tema­tu car­go, roz­pa­try­wa­ne­go w kon­tek­ście sys­te­mu funk­cji (siste­ma de car­gos) xuku­ri­ka­te Wixári­ka, w celu przed­sta­wie­nia w zary­sie sys­te­mu warun­ku­ją­ce­go prze­trwa­nie tra­dy­cji kul­tu­ro­wej (costum­bre) niniej­szej gru­py etnicz­nej, opar­tej na zobo­wią­za­niu (com­pro­mi­so). Warun­kiem wywią­za­nia się z zobo­wią­zań wyni­ka­ją­cych z tra­dy­cji jest m.in. prze­ję­cie na sie­bie odpo­wie­dzial­no­ści, pod­ję­cie się misji poprzez akcep­ta­cję oraz wypeł­nie­nie funk­cji (car­go), będą­cej zara­zem gwa­ran­tem indy­wi­du­al­ne­go, jak i kolek­tyw­ne­go bez­pie­czeń­stwa. Akcep­ta­cja car­go jest rze­ko­mo dobro­wol­na, jed­nak poten­cjal­ne kon­se­kwen­cje zwią­za­ne z odrzu­ce­niem przy­dzie­lo­ne­go sta­no­wi­ska lub nie­peł­ne wypeł­nie­nie funk­cji ponie­kąd zmu­sza­ją do wywią­za­nia się z tego trud­ne­go zada­nia.

[1] Wixári­ka (lm. Wixa­ri­ta­ri) jest endo­et­no­ni­mem, któ­rym okre­śla­ją sie­bie Huicho­le. Huichol jest egzo­et­no­ni­mem pocho­dzą­cym z języ­ka hisz­pań­skie­go.
[2] Bada­nia zre­ali­zo­wa­no na prze­strze­ni dwu­na­stu mie­się­cy, na prze­ło­mie 2016 i 2017 roku, w ośrod­ku COLSAN w San Luis Poto­si, sfi­nan­so­wa­ne zosta­ły przez SRE (Secre­ta­ría de Rela­cio­nes Exte­rio­res).
[3] Tuki­pa (lm. tuki­te) w języ­ku Wixári­ka dosłow­nie ozna­cza „miej­sce, gdzie znaj­du­je się tuki”. Ter­min ten sto­so­wa­ny jest jako okre­śle­nie ośrod­ka cere­mo­nial­ne­go, na któ­ry skła­da się głów­na świą­ty­nia na pla­nie okrę­gu (tuki), plac oraz pomniej­sze ado­ra­to­ria (xiri­ki­te, lp. xiri­ki). Ter­min xuku­ri­ka­me, lm. xuku­ri­ka­te, sto­so­wa­ny jest w odnie­sie­niu do jed­no­stek peł­nią­cych funk­cję (car­go) w cen­trum cere­mo­nial­nym tuki­pa.
[4] W języ­ku Wixári­ka ter­min yeiy­ari (wg. słow­ni­ka Gri­me­sa i McIn­to­sha 1954) tłu­ma­czo­ny jest jako (costum­bre) „oby­czaj”, „zwy­czaj” oraz „tra­dy­cja” (tra­di­ción). Według słow­ni­ka ter­mi­nów Wixári­ka, któ­re­go auto­rem jest Jesus Lara Chi­var­ra, ter­min yeiy­ari tłu­ma­czo­ny jest jako „kul­tu­ra” (cul­tu­ra), „zwy­cza­je” (costum­bres), „toż­sa­mość” (iden­ti­dad) (zob. Chi­var­ra 2013). W niniej­szym źró­dle pole seman­tycz­ne ter­mi­nu yeiy­ari powią­za­ne jest rów­nież z: yeiya (cami­na­ta) – „spa­cer”, „podróż”, yeika­me (cami­nan­te, pere­gri­no) – „wędro­wiec”, „piel­grzym” oraz yeika­ne (anda­rie­go) – „pie­chur”, „wędro­wiec”; zaś ter­min Yeimu­kwa­ri tłu­ma­czo­ny jest jako „Pra­dziad”, „Poto­mek”, „Przo­dek” (Ance­stro, Descen­dien­te, Ante­pa­sa­do) (Chi­var­ra 2013). Na potrze­bę oma­wia­nej tema­ty­ki ter­min costum­bre tłu­ma­czę jako „tra­dy­cja”, ponie­waż tłu­ma­cze­nie go jako „zwy­czaj” mogło­by nie odda­wać peł­ne­go zna­cze­nia ter­mi­nu yeiy­ari.

Czy­taj dalej:
http://indigena.edu.pl/6/Miedzy_tradycja_a_zobowiazaniem._Wprowadzenie_do_systemu_funkcji_xukurikate_-_Monika_Perun.pdf

Ornament and identity: language reclamation of the Native American groups in the Eastern United States

Bar­tosz Hle­bo­wicz
rece­ived: 31.01.2016 | publi­shed onli­ne: 31.05.2019
Short link: http://tiny.cc/bsum7y

A focus on the lan­gu­ages of the Nati­ve Ame­ri­can peoples who inha­bit or once inha­bi­ted the Atlan­tic Seabo­ard of the Uni­ted Sta­tes and Cana­da reve­als the­ir today’s chal­len­ges. The­se begin with a leng­thy period of con­tact with immi­gra­ting Euro­pe­ans and then the­ir descen­dants that pro­du­ced destruc­tion of many nati­ve com­mu­ni­ties, pushing inha­bi­tants out of the­ir home­lands, and often amal­ga­ma­ting survi­vors with other peoples, inc­lu­ding mem­bers of other tri­bes, as well as whi­te and black people, to the extent that today the­ir con­nec­tion with the­ir histo­ri­cal nati­ve gro­ups some­ti­mes is untra­ce­able. This in turn con­fu­ses the­ir sen­se of iden­ti­ty and makes extre­me­ly dif­fi­cult the­ir search for the­ir heri­ta­ge lan­gu­age. This is also a poli­ti­cal issue as some of tho­se tri­bes are not reco­gni­zed as Indian nations by the U.S. fede­ral govern­ment, some of the­ir non-Indian neigh­bors and some­ti­mes even by other Indian tri­bes. Thus, what may be cal­led eth­nic revi­val and com­mu­ni­ty rebuild­ing among the Nati­ve Ame­ri­cans in the East is par­alleled by poli­ti­cal strug­gle and cul­tu­ral revi­val. Lan­gu­age rec­la­ma­tion is part of this lar­ger pro­cess.

Read more:
http://indigena.edu.pl/6/Ornament_and_identity._Language_reclamation_of_the_Native_American_groups_in_the_Eastern_United_States_-_Bartosz_Hlebowicz.pdf

Byki i „cegła obfitości”. Szkic do antropologii architektury andyjskiego miasta Huaráz

Miro­sław Mąka, Elż­bie­ta Jodłow­ska
rece­ived: 30.10.2017 | publi­shed onli­ne: 19.05.2019
Link skró­co­ny: http://tiny.cc/mx4x6y

Huaráz – wyso­ko­gór­ska sto­li­ca regio­nu Ancash, poło­żo­na u stóp łań­cu­cha Bia­łej Kor­dy­lie­ry (Cor­dil­le­ra Blan­ca), od kil­ku­na­stu lat cie­szy się rosną­cym zain­te­re­so­wa­niem twór­ców stre­et artu, pre­zen­tu­ją­cych cie­ka­wy prze­krój sty­lów, tema­ty­ki i nar­ra­cji. Zauł­ki cen­trum mia­sta, ale też odle­glej­sze uli­ce, sta­ły się intry­gu­ją­cą gale­rią bez począt­ku i koń­ca, bez barier prze­strzen­nych i arty­stycz­nych hie­rar­chii. W demo­kra­tycz­nej zgo­dzie koeg­zy­stu­ją na murach anar­chi­stycz­ne tagi i mier­ne graf­fi­ti ama­to­rów z dzie­ła­mi zna­ko­mi­tych twór­ców dzia­ła­ją­cych w trans­gra­nicz­nej prze­strze­ni laty­no­ame­ry­kań­skiej sztu­ki zaan­ga­żo­wa­nej. Ci ostat­ni z zawa­diac­ką afir­ma­cją wła­sne­go posłan­nic­twa for­mu­łu­ją śmia­łe i nie­ba­nal­ne komen­ta­rze rze­czy­wi­sto­ści, syn­te­ty­zu­ją, iro­ni­zu­ją, wykrzy­ku­ją i nie zapra­sza­ją, lecz wyzy­wa­ją na ubi­tą zie­mię wymu­szo­ne­go dia­lo­gu lub spo­ru albo też ocze­ku­ją bez­dy­sku­syj­nej akcep­ta­cji. Nie ofe­ru­ją rów­nych praw na star­cie, dys­kon­tu­jąc prze­wa­gę moc­nej kon­struk­cji ide­olo­gicz­nej swych wizji i arbi­tral­nej suge­stii prze­sła­nia. Wyraź­nie stro­nią wszak­że od spło­wia­łych topo­sów aksjo­lo­gicz­nej per­swa­zji. Zagęsz­cza­ją uwa­gę wokół istot­nych sen­sów dys­kur­su, wypo­wia­da­jąc się w języ­ku meto­ni­mii, bez więk­szych trans­for­ma­cji obra­zu w kie­run­ku uprosz­czeń i umow­no­ści. „Zna­czo­ne” nie­wie­le odbie­ga od „zna­czą­ce­go” – kape­lusz pozo­sta­je kape­lu­szem, a cegła cegłą – jed­nak w nowych kon­tek­stach nabrzmie­wa­ją „zna­cze­nia­mi”, pobu­dza­jąc zapro­gra­mo­wa­ne cią­gi sko­ja­rzeń.

Graf­fi­ti oży­wia­ją eklek­tycz­ny i anty­este­tycz­ny w oczach Euro­pej­czy­ka pej­zaż mia­sta, zna­cząc go dyna­mi­ką gorą­cych, wie­lo­war­stwo­wych komu­ni­ka­tów, wyra­zi­stych i czy­tel­nych nie­za­leż­nie od pozio­mu per­cep­cji widza. Zro­zu­mia­łych, ponie­waż w dąże­niu do kla­row­no­ści prze­ka­zu uni­ka­ją abs­trak­cji i odre­al­nia­nia deta­li. Ulicz­ni arty­ści nie pozba­wia­ją przed­mio­tów sen­su­al­no­ści, ale mani­pu­lu­ją nimi z sur­re­ali­stycz­nym zaan­ga­żo­wa­niem, two­rząc war­tość doda­ną w posta­ci nowych opo­wie­ści, pytań, sen­sów i pro­gra­mo­wo subiek­tyw­nych dia­gnoz. Upra­wia­ją dzia­łal­ność mito­twór­czą, obmy­śla­jąc autor­skie pro­po­zy­cje arty­stycz­no-inte­lek­tu­al­ne­go bricolage’u – takie­go jed­nak, któ­ry dopiesz­cza­jąc widza-eru­dy­tę alu­zyj­no­ścią i poety­ką meta­for, sza­nu­je na rów­ni este­ty­kę prze­chod­nia w san­da­łach z opon, myślą­ce­go w języ­ku keczua. Arty­stycz­na czo­łów­ka laty­no­ame­ry­kań­skich graf­fi­cia­rzy zacho­wu­je modus viven­di pomię­dzy pro­jek­to­wa­niem namięt­nych kon­struk­tów dia­lek­tycz­nych dla wyra­fi­no­wa­nych odbior­ców a dostęp­no­ścią obra­zów od „pierw­sze­go wej­rze­nia” – przy­ja­znych tym, któ­rzy prze­cho­dząc, nie zwal­nia­ją kro­ku.

Graf­fi­ti w Huaráz to zja­wi­sko dają­ce do myśle­nia – god­ne sys­te­ma­tycz­nej doku­men­ta­cji we wła­ści­wym cza­sie, zanim ule­ci kon­tekst rze­czy­wi­sto­ści, będą­cy jego duszą. Zanim skru­sze­je i odpad­nie z pła­ta­mi tyn­ku lub znik­nie pod war­stwa­mi nowej far­by. War­to doku­men­to­wać tę ulot­ną sztu­kę, prze­kor­nie odbie­ra­jąc jej cechę nie­trwa­ło­ści, gdyż sta­no­wi ory­gi­nal­ny zapis zło­żo­nej i dyna­micz­nej rze­czy­wi­sto­ści – zawsze uni­ka­to­wy w sym­bo­li­za­cji, czy­tel­ny tyl­ko w swo­im miej­scu i cza­sie. Tem­po­ral­ność in situ czy­ni graf­fi­ti doku­men­tem wraż­li­wym, reje­stru­ją­cym war­stwy zda­rzeń i emo­cji nie­uchwyt­ne dla innych rodza­jów zapi­su.

W zauł­ku pro­wa­dzą­cym z ruchli­wej Ave­ni­da Simón Boli­var do kame­ral­ne­go, peł­ne­go zie­le­ni i koli­brów pla­cy­ku o nazwie Parque Gine­bra zwra­ca uwa­gę kil­ku­na­sto­me­tro­we, sur­re­ali­stycz­ne malo­wi­dło na bocz­nej ścia­nie par­te­ro­we­go domu. Zasko­cze­ni wpa­tru­je­my się w parę masyw­nych byków zaprzę­żo­nych w archa­icz­ne jarz­mo z dysz­lem. Zwie­rzę­ta nie cią­gną jed­nak radła, tyl­ko olbrzy­mią poma­rań­czo­wą cegłę „dziu­raw­kę” z wie­życz­ką zwień­czo­ną wyso­kim kape­lu­szem. W tle błę­kit­na tafla jezio­ra, żół­ty pół­okrąg słoń­ca i wyso­ko­gór­ski pej­zaż śnież­nych Andów. Mural powstał zapew­ne mię­dzy 2010 a 2012 rokiem. Na zdję­ciach z 2013 roku pre­zen­tu­je się jesz­cze wyraź­nie i świe­żo, ale trzy lata póź­niej, w 2016 roku, nosi już rany i tatu­aże nie­spo­koj­ne­go cza­su uli­cy: mniej­sze sza­blo­no­we graf­fi­ti, wymyśl­ne tagi nie­zna­nych graf­fi­cia­rzy, czar­ne logo „noc­ne­go” ruchu spo­łecz­no-arty­stycz­ne­go Pin­ta y Lucha (Malar­stwo i Wal­ka), śla­dy zerwa­nych afi­szów oraz lisza­je wykru­szo­ne­go tyn­ku. Dziś już cały obraz może być nie­czy­tel­ny lub zama­lo­wa­ny. Mury mia­sta są jak śre­dnio­wiecz­ne palimp­se­sty; dzie­ła uli­cy kwit­ną na nich życiem moty­la i umie­ra­ją, dając miej­sce następ­nym. Nikt nie pod­da­je reno­wa­cji obra­zów graf­fi­ti, nawet naj­lep­szych. Ten zaś, o któ­rym mówi­my, do takich wła­śnie nale­ży, kodu­jąc tre­ści czy­nią­ce go per­fek­cyj­ną syn­te­zą współ­cze­snych dzie­jów Huaráz. Syn­te­zą stwo­rzo­ną przez ano­ni­mo­we­go arty­stę-myśli­cie­la o wraż­li­wo­ści antro­po­lo­ga. Nie­ste­ty jego wizję poję­ło nie­wie­lu, więc war­to ją oca­lić, postu­lu­jąc włą­cze­nie „graf­fi­ti z byka­mi” do kano­nu naj­cie­kaw­szych arte­fak­tów pla­stycz­nych dzi­siej­sze­go Huaráz. Dla­cze­go aż taka nobi­li­ta­cja? Wyja­śni­my to w kon­klu­zji naszych roz­wa­żań, gdy wró­ci­my w to miej­sce, by zde­ko­do­wać jego opo­wieść. Wpierw odbę­dzie­my jed­nak podróż w cza­sie do począt­ków epo­ki, któ­ra nasta­ła tu przed pię­ciu­set laty. Prze­mie­rzy­my dro­gę, naj­pew­niej śla­da­mi twór­cy enig­ma­tycz­nej wizji, by na koniec dopi­sać pod malo­wi­dłem: „Rozu­mie­my. Nie­źle to wymy­śli­łeś!”.

W zauł­ku pro­wa­dzą­cym z ruchli­wej Ave­ni­da Simón Boli­var do kame­ral­ne­go, peł­ne­go zie­le­ni i koli­brów pla­cy­ku o nazwie Parque Gine­bra zwra­ca uwa­gę kil­ku­na­sto­me­tro­we, sur­re­ali­stycz­ne malo­wi­dło na bocz­nej ścia­nie par­te­ro­we­go domu. Zasko­cze­ni wpa­tru­je­my się w parę masyw­nych byków zaprzę­żo­nych w archa­icz­ne jarz­mo z dysz­lem. Zwie­rzę­ta nie cią­gną jed­nak radła, tyl­ko olbrzy­mią poma­rań­czo­wą cegłę „dziu­raw­kę” z wie­życz­ką zwień­czo­ną wyso­kim kape­lu­szem. W tle błę­kit­na tafla jezio­ra, żół­ty pół­okrąg słoń­ca i wyso­ko­gór­ski pej­zaż śnież­nych Andów. Mural powstał zapew­ne mię­dzy 2010 a 2012 rokiem. Na zdję­ciach z 2013 roku pre­zen­tu­je się jesz­cze wyraź­nie i świe­żo, ale trzy lata póź­niej, w 2016 roku, nosi już rany i tatu­aże nie­spo­koj­ne­go cza­su uli­cy: mniej­sze sza­blo­no­we graf­fi­ti, wymyśl­ne tagi nie­zna­nych graf­fi­cia­rzy, czar­ne logo „noc­ne­go” ruchu spo­łecz­no-arty­stycz­ne­go Pin­ta y Lucha (Malar­stwo i Wal­ka), śla­dy zerwa­nych afi­szów oraz lisza­je wykru­szo­ne­go tyn­ku. Dziś już cały obraz może być nie­czy­tel­ny lub zama­lo­wa­ny. Mury mia­sta są jak śre­dnio­wiecz­ne palimp­se­sty; dzie­ła uli­cy kwit­ną na nich życiem moty­la i umie­ra­ją, dając miej­sce następ­nym. Nikt nie pod­da­je reno­wa­cji obra­zów graf­fi­ti, nawet naj­lep­szych. Ten zaś, o któ­rym mówi­my, do takich wła­śnie nale­ży, kodu­jąc tre­ści czy­nią­ce go per­fek­cyj­ną syn­te­zą współ­cze­snych dzie­jów Huaráz. Syn­te­zą stwo­rzo­ną przez ano­ni­mo­we­go arty­stę-myśli­cie­la o wraż­li­wo­ści antro­po­lo­ga. Nie­ste­ty jego wizję poję­ło nie­wie­lu, więc war­to ją oca­lić, postu­lu­jąc włą­cze­nie „graf­fi­ti z byka­mi” do kano­nu naj­cie­kaw­szych arte­fak­tów pla­stycz­nych dzi­siej­sze­go Huaráz. Dla­cze­go aż taka nobi­li­ta­cja? Wyja­śni­my to w kon­klu­zji naszych roz­wa­żań, gdy wró­ci­my w to miej­sce, by zde­ko­do­wać jego opo­wieść. Wpierw odbę­dzie­my jed­nak podróż w cza­sie do począt­ków epo­ki, któ­ra nasta­ła tu przed pię­ciu­set laty. Prze­mie­rzy­my dro­gę, naj­pew­niej śla­da­mi twór­cy enig­ma­tycz­nej wizji, by na koniec dopi­sać pod malo­wi­dłem: „Rozu­mie­my. Nie­źle to wymy­śli­łeś!”.

Czy­taj dalej:
http://www.indigena.edu.pl/6/Byki_i_’cegla_obfitosci’._Szkic_do_antropologii_architektury_andyjskiego_miasta_Huaraz_-_Miroslaw_Maka,_Elzbieta_Jodlowska.pdf

Wracamy

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy, nasze cza­so­pi­smo przez dłu­gi czas było uśpio­ne. Jed­nak­że chcie­li­śmy z przy­jem­no­ścią poin­for­mo­wać, że zbli­ża­my się do koń­ca prac nad kolej­nym, szó­stym nume­rem!

Redak­cja