Polskie serca ogrzały domy Indian w Andach

gosianowosad (146)Na dogrzanie domów tubylczej ludności w Peru zebraliśmy ponad dziesięć tysięcy złotych. Dzięki temu zainstalowaliśmy ogrzewanie słoneczne w ośmiu andyjskich chatach. Dzięki ludziom dobrej woli, wśród których są Czytelnicy „Indigeny”, ciepło zimą ma ponad pół setki Indian Keczua z okolic Jeziora Titicaca.

W czasie peruwiańskich zim, czyli wtedy, kiedy w Europie panuje lato, w Andach umiera z zimna kilkaset pozbawionych sił i ochrony ludzi. Tylko w 2011 roku mróz zabił prawie dwieście dzieci poniżej piątego roku życia. Nie szczędził też emerytów. To nie alpiniści, tylko zwykli mieszkańcy gór. Trafiają do grobów nie dlatego, że ryzykują, lecz z samego faktu, że tam mieszkają. Nie mają innego wyjścia. Obszar, przez który przetacza się fala andyjskiego zimna, jest ogromny. Większy od Polski.

arkadiuszsupieta (103)Można było przejść nad tym do porządku dziennego. Świat ma przecież inne, poważniejsze problemy. Ale znalazł się człowiek, który postanowił działać. To Arkadiusz Supieta z Warszawy. Dzięki jego zaangażowaniu powstał plan pomocy, do którego przyłączyli się inni. To między innymi pracownicy firmy Hay Group, czytelnicy mojego bloga, a także redakcja „Indigeny” i ci, którzy sięgnęli po pierwszy numer tego pisma. Ze wszystkich dobrowolnych wpłat, przy wsparciu Fundacji Idealna Gmina, zebraliśmy ponad dziesięć tysięcy złotych. W przeliczeniu na peruwiańską dało to 9852 sole.

michalskupZ tymi pieniędzmi pojechaliśmy w miejsce, gdzie jest kilka grobów zabitych przez mróz. A konkretnie do gminy Mañazo, półtorej godziny jazdy szutrową drogą na zachód od Jeziora Titicaca. Pojechaliśmy nie pochylić się nad nimi, tylko wziąć się do roboty. Było nas w sumie pięcioro. Arkadiusz, który na drugą półkulę doleciał dzięki gestowi linii lotniczych Air France, przebywający właśnie w Peru Małgorzata Nowosad, Michał Skup i Leszek Pawelec oraz ja – stały mieszkaniec Limy. Z zebranej kwoty nie uszczknęliśmy ani grosza na organizację tej wyprawy. Nasze koszty pokryliśmy z własnych pieniędzy.

To ponad cztery tysiące metrów nad poziomem morza. Wysoko. Z wysokością w Andach jest jednak tak, że można się na niej łatwo zaaklimatyzować. Pod warunkiem, że przez pierwsze trzy dni nie wykonuje się żadnych ciężkich prac.

arkadiuszsupieta (184)My przez pierwsze trzy dni harowaliśmy aż się kurzyło. A czwartego dnia niemal zabrakło nam powietrza w płucach. Mieliśmy problem utrzymać młotek w rękach. Na szczęście pomogło nam kilku miejscowych Indian. Bez nich i bez wsparcia wójta Mañazo pewnie utknęlibyśmy w tych Andach na dłużej.

Ale udało się! W ośmiu domach z suszonej cegły adobe zamontowaliśmy tak zwaną Ścianę Trombe’a. To wynalazek francuskiego inżyniera sprzed pół wieku. Polega na ogrzaniu powietrza w domu promieniami słonecznymi i takim jego uszczelnieniu, by ciepło nie uciekało w nocy na zewnątrz. Potrzeba do tego porządnego drewna, plastykowych rur, szkła, silikonu, czarnej farby, mocnego brezentu, trochę gipsu i gwoździ. Żadnych mikroprocesorów, kabli, opału czy zasilania. Wszystko zapewnia słońce, które w tej części Andów świeci niemal przez wszystkie dni w roku.

piotr mmalachowskiRobi to na tyle skutecznie, że teraz w ogrzanych przez Polaków pomieszczeniach o szóstej nad ranem jest siedemnaście stopni Celsjusza. Przedtem było siedem.

Ściana Trombe’a znalazła się w domach, w których mieszka ogółem pięćdziesięciu czterech Indian Keczua. Ponad połowa z nich to dzieci.

Zanim rozstaliśmy się, stwierdziliśmy zgodnie, że ogrzanie domów dla pięćdziesięciu czterech Indian nie robi żadnej różnicy dla świata. Ale robi różnicę dla nich samych. To było niezwykłe odkrycie.

Jeśli tubylcy zadbają o ten dar, będą mieli ciepło w swoich domach do końca życia. Zupełnie za darmo. Ale to dopiero kropla w morzu potrzeb. W Andach na ogrzanie czeka około miliona chat. Trwają przygotowania, by zabrać się za kolejne z nich.

arkadiuszsupieta (46)Piotr Maciej Małachowski
www.kochamyperu.pl
Zdjęcia: Małgorzata Nowosad, Arkadiusz Supieta i Michał Skup