Bardziej Dziki Zachód. Meksyk i Meksykanie w hollywoodzkich westernach — Marcin Florian Gawrycki

Recen­zję przy­go­to­wał: Bar­tosz Hle­bo­wicz
Wydaw­nic­two Adam Mar­sza­łek, Toruń 2011
Link skró­co­ny: https://tiny.pl/9q5j7

Czte­rech ban­dzio­rów: Wil­liam Hol­den, War­ren Oates, Ben John­son i Ernest Bor­gni­ne, powo­li zmie­rza do sie­dzi­by gene­ra­ła Mapa­che. Zażą­da­ją uwol­nie­nia przy­ja­cie­la, mło­de­go Mek­sy­ka­ni­na, Ange­la, a kie­dy mek­sy­kań­ski wataż­ka pode­rżnie mu gar­dło, roz­pocz­ną strasz­li­wą jat­kę. Zanim sami zgi­ną, zmio­tą z powierzch­ni zie­mi nie­mal całą armię Mapa­che. Tych czte­rech face­tów wie, że idzie na śmierć, ale robi to, bo tak trzeba.

To oczy­wi­ście sekwen­cja z Dzi­kiej ban­dy. Uwiel­biam ten film, odkąd zoba­czy­łem go po raz pierw­szy w wie­ku dzie­cię­cym. Lubię sce­nę, w któ­rej Wil­liam Hol­den, wycho­dząc z bur­de­lu, mówi do kum­pli: „Let’s go”, a War­ren Oates, uśmie­cha­jąc się, odpo­wia­da: „Why not?”. I kro­czą, ramię w ramię, świa­do­mi, że idą na śmierć, ale robią to, bo tego wyma­ga honor czło­wie­ka Zacho­du, nawet jeśli jest bandytą.

Fałszywe legendy

Dla­cze­go war­to było­by prze­czy­tać książ­kę Bar­dziej Dzi­ki Zachód Mar­ci­na Flo­ria­na Gaw­ryc­kiego? Żeby uświa­do­mić sobie, że za chwy­ta­ją­cy­mi za ser­ce obra­za­mi kry­je się cała masa ste­reo­ty­pów, któ­ry­mi od dzie­siąt­ków lat kar­mi się film ame­ry­kań­ski (i dodał­bym: a przed nim ame­ry­kań­ska kul­tu­ra maso­wa w ogó­le, jako że western jest tyl­ko spad­ko­bier­cą dłu­giej tra­dy­cji ste­reo­ty­pi­zo­wa­nia innych na uży­tek bia­łych Ame­rykanów). Fascy­nu­ją­ca Dzi­ka ban­da zawie­ra takich ste­reo­ty­pów kil­ka: obraz Mek­sy­ku jako kra­iny pogrą­żo­nej w wiecz­nym cha­osie i okru­cień­stwie, w któ­rej nawet ame­ry­kań­scy ban­dy­ci mogą stać się szla­chet­ny­mi boha­te­ra­mi; walecz­ność garst­ki zawzię­tych grin­gos vs. wro­dzo­na, naro­do­wa sła­bo­wi­tość Mek­sy­ka­nów. Ot, gdy Mek­sy­ka­nie bie­sia­du­ją, efek­tem obżar­stwa i opi­cia się jest total­ny bez­wład, gdy zaś grin­gos piją i sza­le­ją w domu uciech, spra­wia to tyl­ko, że są oni sil­niej­si i lepiej idzie im zabi­ja­nie. Praw­dzi­wi męż­czyź­ni, czy­li męż­czyź­ni ame­ry­kań­scy, po pro­stu robią to, co praw­dzi­wym męż­czy­znom przy­stoi. A do tego, bro­niąc swo­je­go hono­ru, w zale­d­wie czwór­kę ratu­ją mek­sy­kań­ską rewo­lu­cję Pan­cho Vil­li, zwal­cza­ną przez odra­ża­ją­ce­go Mapache.

Mar­cin Flo­rian Gaw­ryc­ki poka­zu­je prze­ko­nu­ją­co, na przy­kła­dzie wize­run­ków Mek­sy­­ka­nów w pro­duk­cjach ame­ry­kań­skich, że wizu­al­ne pięk­no, spraw­na nar­ra­cja, posta­wy boha­te­rów – nie­raz posta­ci histo­rycz­nych – są zupeł­nie nie­za­leż­ne od histo­rycz­nej praw­dy. Świet­ny film może być cał­ko­wi­cie nie­zgod­ny z fak­ta­mi czy, jak Dzi­ka ban­da, ste­reo­ty­pi­zo­wać całe naro­dy (zarów­no mek­sy­kań­ski, jak i ame­ry­kań­ski). A nie­któ­re „inter­pre­ta­cje” histo­rii są tak skan­da­licz­ne, że wręcz nie spo­sób ich oglą­dać bez zgrzy­ta­nia zęba­mi. Do takich obra­zów nale­ży np. słyn­ne Ala­mo Joh­na Wayne’a, w któ­rym aktor-reży­ser zdo­łał opo­wie­dzieć naj­waż­niej­szy epi­zod z XIX-wiecz­nej histo­rii Mek­sy­ku bez udzia­łu choć­by jed­ne­go mek­sy­kań­skie­go boha­te­ra w roli głów­nej (inne przy­kła­dy gło­śnych wester­nów o Mek­sy­ku i Mek­sy­ka­nach, w któ­rych ludzi tej naro­do­wo­ści „prze­mil­cza­no”, to Samot­na gwiaz­da z 1952 roku czy Jak zdo­by­to Dzi­ki Zachód z roku 1962), a obro­nę misji przed­sta­wił zgod­nie z tra­dy­cyj­ną ame­ry­kań­ską pro­pa­gan­dą histo­rycz­ną jako hero­icz­ny bój Ame­ry­ka­nów – miło­śni­ków wol­no­ści i rów­no­ści – z woj­skiem mek­sy­kań­skiej dyk­ta­tu­ry. W isto­cie zaś był to, jak przy­po­mi­na autor Bar­dziej Dzi­kie­go Zacho­du, etap wal­ki Mek­sy­ka­nów z ame­ry­kań­ski­mi najeźdź­ca­mi w obro­nie swo­je­go tery­to­rium. Ode­rwa­nie Tek­sa­su od Mek­sy­ku było de fac­to agre­sją Ame­ry­ka­nów na suwe­ren­ne pań­stwo, a nie woj­ną o nie­pod­le­głość Tek­sa­su czy rewo­lu­cją tek­sań­ską, któ­re to okre­śle­nia – „nie­pod­le­głość” czy „rewo­lu­cja” – autor słusz­nie opa­tru­je cudzysłowem.

Czy­taj dalej:
http://indigena.edu.pl/6/Bardziej_Dziki_Zachod_(recenzja).pdf